Książki PDF za darmo

Darmowe ebooki do pobrania Docer Doci Pdf - X

Księga bezimiennej akuszerki – Meg Elison

„Opowieść podręcznej” w świecie postapo.

Laureatka Nagrody im. Philipa K. Dicka w kategorii science fiction i Książka Roku według „Publishers Weekly”.

Kiedy zasypiała, świat był skazany na zagładę. Gdy się obudziła, był już martwy. Przetrwanie apokalipsy to jednak dopiero początek.

Na skutek tajemniczej gorączki na całym świecie umiera bardzo wielu mężczyzn oraz niemal wszystkie kobiety i dzieci. Ciąża i poród oznaczają wyrok śmierci – zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Samotna położna brnie przez cmentarzysko, jakim stał się świat, usiłując znaleźć dla siebie miejsce w nowej, groźnej rzeczywistości. Filary cywilizacji runęły, została tylko brutalna siła i ci, którzy ją mają.

Pozostałe przy życiu kobiety są prześladowane przez bandy mężczyzn, którzy je chwytają, trzymają w łańcuchach, używają ich i nimi handlują. Żeby zachować wolność, położna przebiera się za mężczyznę i unika ludzi. Wkrótce odkrywa jednak, że jej zadanie nie ogranicza się do chronienia smutnej namiastki własnej niezależności.

Jeśli ludzkość ma się odrodzić, będzie potrzebowała akuszerki.

|

Przeczytałem w życiu tyle książek — to nie przechwałka, raczej smutna refleksja nad siwym włosem — i tyle zrecenzowałem, drodzy Państwo, że czuję się bardzo dziwnie, gdy po pierwszych kilkudziesięciu stronach jeszcze nie wiem co o lekturze sądzić. Zdarzają się oczywiście zaskoczenia, w obie strony, ale jakieś zdanie, choćby surowe, choćby umotywowane tylko i wyłącznie oddziaływaniem afektywnym danego tomu — jakieś zdanie powinienem mieć. Tymczasem w trakcie czytania „Księgi bezimiennej akuszerki” myśli nie bardzo chciały się formować, a i zakończenie powieści wszystkich odpowiedzi nie przyniosło.

Od samego początku z tropu zbija surowość powieści — surowość rozciągająca się od raczej oszczędnego języka, przez postać głównej bohaterki (która okazuje nieufność nie tylko wobec innych postaci, ale i wobec czytelnika — to za sprawą narracji skupionej wokół działań, nie introspekcji), aż do skromniejszego niż można by się spodziewać opisu świata. Postapo stało się w ostatnich latach bardzo bogatą i obszerną kategorią estetyczną, która mieści rzeczy tak różne, jak „Uniwersum Metro 2033” i „Strażaka“ Joe`ego Hilla, ale większość autorów skupia się na tym, aby wciągnąć czytelnika w odkrywanie tajemnic alternatywnej rzeczywistości. Czy to nowe porządki społeczne, czy bezpośrednie skutki katastrofy (epidemii, użycia broni nuklearnej), czy nawet kwestie metafizyczne – pisarze próbują co chwilę zaskakiwać czytelnika? Tymczasem Meg Elison prawie rezygnuje z efektów specjalnych.

Prawie, bo „Księga bezimiennej akuszerki” skupia się całkowicie na jednej rzeczy: roli kobiet w świecie kobiet niemal pozbawionym. Śmiertelnie niebezpieczna gorączka (znowu surowo, to nie wybuchające płomieniami łuski ze „Strażaka”) dziesiątkuje całą populację, ale z mężczyznami obchodzi się zdecydowanie łagodniej. To prowadzi autorkę do obrazów tak skrajnie antyfeministycznych, że wzbudzą silny sprzeciw nawet wobec najbardziej zatwardziałych przeciwników rzeczywistego równouprawnienia. Przekaz „Księgi bezimiennej akuszerki” jest ze wszech miar słuszny, boję się tylko o to, czy nie zostanie pochłonięty przez czytelniczy szok spowodowany brutalnością powieści — analogia pomiędzy dosłownym traktowaniem kobiet jak towaru a ich uprzedmiotowianiem nie jest szczególnie wyrafinowana, ale może umknąć gdzieś pomiędzy kolejnymi krwawymi scenami. Dla czytelników lubiących śledzenie rzeczy dziejących się między wierszami ciekawsze będzie rozmywanie się tożsamości — przede wszystkim płciowej — tytułowej bohaterki, która błyskawicznie zdaje sobie sprawę z tego, że po katastrofie zdecydowanie łatwiej będzie przetrwać jako wykreowana męska postać. Interesującym podkreśleniem wagi tego wątku jest to, iż odbiorca nie będzie miał okazji poznać prawdziwego imienia protagonistki, choć ta określi się całym ich szeregiem.

Niestety nie wszystkie elementy kompozycji ostatecznie działają tak dobrze, jak ta zdystansowana, przypominająca kameleona protagonistka. Jednym z fundamentów opowieści ma być to, że najważniejsza postać jest akuszerką — a więc wykonawczyni zawodu wybitnie specyficznego dla świata, w którym wszystkie dzieci rodzą się martwe. Pomysł świetny, kryjący w sobie ogrom sensów i znaczeń za sprawą prostego, aczkolwiek pomysłowo nakreślonego kontrastu narodziny-śmierć, który jednak zrealizowany został z umiarkowanym powodzeniem. Na początku i na końcu czytelnik widzi sceny z narracyjnej przyszłości, z których wynika, że bohaterka odegrała kluczową rolę w kształtowaniu postapokaliptycznej rzeczywistości, stała się — właśnie za sprawą wykształcenia, wiedzy i umiejętności — postacią wręcz mityczną. Ale jaka to rzeczywistość? Ciężko powiedzieć — budzi jakieś skojarzenia z „Opowieścią podręcznej”, lecz do ich zweryfikowania brakuje więcej informacji. To zresztą niejedyne miejsce, w którym autorka pada ofiarą własnej lapidarności. Podobnie rozczarowuje opis jedynej właściwie nieco większej społeczności, jaka kształtuje się w świecie akuszerki – mormońska wspólnota to wielka narracyjna obietnica, której King czy Atwood by nie odpuścili, Elison natomiast idzie po linii najmniejszego oporu i nie decyduje się na pogłębienie wątku.

Choć Margaret Atwood udowadniała, że estetykę postapokaliptyczną da się wykorzystać przy budowaniu tekstów znacznie wykraczających poza rozrywkę (nie tylko w przywołanej wcześniej „Opowieści podręczne”, ale i świetnej trylogii „MaddAddam”), to powieść przygodowa wciąż dominuje. Choćby dlatego warto sięgnąć po „Księgę bezimiennej akuszerki”, która, mimo że ma swoje wady, pokazuje wciąż niewykorzystany potencjał symboliczny i znaczeniowy fantastyki katastroficznej. Ja chętnie przeczytam drugi tom „Drogi donikąd” – z olbrzymią nadzieją na dokładniejsze poznanie świata zasugerowanego przez Meg Ellison.

Bartosz Szczyżański

Pobierz, klikając w dowolną reklamę na stronie